• RSS
  • Delicious
  • Facebook
  • Twitter

Beskidy Ultra Trail

Październik - 10 - 2018

Beskidy Ultra Trail 305 Challenge. Dystans 305 km, 15770 m do góry i tyle samo w dół. Limit czasu 76 h. Nie każdy mógł się dostać na listę startową. Wystartowało 32 zawodników w tym 3 kobiety. Na starcie i na mecie stanął Dominik Komandecki z MTS Drużyna Szpiku.

Swoimi wrażeniami ze startu w zawodach Beskidy Ultra Trail 305 Challenge dzieli się Dominik Komandecki z Miedziowego Towarzystwa Sportowego. –  Trasa nie była oznakowana, jak to zwykle bywa na zawodach. Dostaliśmy mapę, opis trasy i ślad trasy do wgrania na telefon. Co ważne, to organizator parę miesięcy przed startem zmienił zasady biegu i zabronił jakiejkolwiek pomocy na trasie, czyli cały sprzęt musieliśmy mieć przy sobie, a jedzenie i picie, mogliśmy tylko kupować w sklepach i schroniskach. Wymusza to posiadanie większych plecaków niż normalnie, co za tym idzie większa waga. Jest to obecnie najtrudniejszy bieg w Polsce. Z 32 zawodników do mety w limicie dobiegło 5 zawodników. Minął już tydzień, a ja jeszcze nie mogę uwierzyć w to, że jako pierwszy przekroczyłem linię mety! Z czasem 73 h i 26 min. W tym czasie spałem zaledwie 2 h 30 min. Raz w schronisku i parę razy pod drzewem. Na początku pogoda sprzyjała, ale kolejne dni były już deszczowe i chłodne. Żeby zmniejszyć wagę plecaka, musiałem wyrzucić połowę sprzętu w tym ciepłe rzeczy. Nie było wyjścia, albo będzie ciepło i nie dobiegnę, albo marznę, ale biegnę. Najgorsze chwile były gdy dawał o sobie znać brak snu, a trzeba było pilnować ciągle mapy żeby nie zejść z trasy. Co parę razy mi się zdażyło i wtedy konieczny jest nawrót i z powrotem na trasę. Jadłem głównie słodycze, ale w schroniskach jadłem już normalny posiłek, czyli zupa, schabowy i raz pierogi. Każdy jadąc na BUTa miał jakiś cel, moim było ukończyć go. Dużo czasu poświęciłem na przygotowanie się kondycyjnie, psychicznie, ale stanowczo za mało przygotowałem się taktycznie. Dopiero po 200 km zdecydowałem się na atak czołówki. Było to szalone, ale się opłaciło. Pomyślałem, że to już tylko 105 km i najgorsze jest już za mną. Chyba przełamałem granicę fizyczną i było mi już obojętne, ile już za mną, a ile przede mną. Jak okazało się, że jestem już na pierwszym miejscu, nagle w środku nocy zacząłem dostawać pełno wiadomości od znajomych i zdałem sobie sprawę, że wszyscy mi kibicują, że nie jestem sam. Postanowiłem, że za wszelką cenę nie oddam pozycji lidera. Na mecie miałem 2 h przewagi nad zawodniczką za mną. Radość przeogromna. Jestem w czołówce biegaczy ultra, ja spawacz z komory, amator. Ale to nie tak łatwo przyszło, jak na każdą pasję trzeba poświęcić dużo czasu i pieniędzy. Tylko teraz co dalej? W Polsce już więcej nie ma nic do pokonania, a ja dalej nie wiem, gdzie leży moja granica – mówi Dominik Komandecki.